Never follow? – intrygujący mural na krakowskim podgórzu

Całe życie spędziłam w Krakowie. Mieszkając tutaj przez 20 lat, wielokrotnie mijałam wiele murali czy instalacji artystycznych. Najwięcej ulicznej sztuki, do dziś, można spotkać w okolicach styku trzech krakowskich dzielnic – zabłocia, podgórza i kazimierza. Jednak zawsze, konkretny mural zwracał moją największa uwagę, a przede wszystkim sprawiał, że chciałam zrozumieć kryjące się za nim przesłanie. Mowa tutaj o street-artowym dziele, o przewrotnym tytule „Ding Dong Dumb”. Jego autorem jest włoski artysta o pseudonimie Blu.

Zanim zgłębiłam prawdziwe znaczenie muralu, pochłonęła mnie sama osoba artysty, który stoi za tym dziełem. Jest to człowiek, który ukrywa się pod pseudonimem artystycznym i niezwykle dwa o swoją prywatność. Na zdjęciach jakie wykonano podczas tworzenia projektu, Blu to zakapturzona postać, która bardzo skrupulatnie chowa swoją twarz przed obiektywem aparatu.

Do Krakowa przyjechał z Włoch w ramach festiwalu „Art Boom” (edycja z 2011 roku). Już sam jego przyjazd okazał się niezwykle oryginalny. Te 2000 tys. kilometrów pokonał wyłącznie pociągami. Brzmi to jak coś dziwnego, przecież są samoloty! Jednak Blu jest ekologiem i wyznaje zasadę, że gdzie tylko może porusza się za pomocą niespalinowych pojazdów. Po przyjęciu zaproszenia i przyjeździe do Krakowa, artysta musiał wybrać lokalizację na której powstanie mural. Opcji było kilka, ale ostatecznie padło na ścianę budynku przy ulicy Piwnej, na krakowskim podgórzu. Przygotowanie samego projektu – jego głęboka tematyka oraz zamysł artystyczny, zrodziły się w notatniku artysty podczas analizy sytuacji politycznej Polski i jej kontekstów kulturowych. Tytuł dzieła, jego tematyka i bezpośredni przekaz to dosadna krytyka kościoła katolickiego jak i podążającego za nim tłumu wiernych. Mural jest niezwykle oszczędny w środkach, jednak na pierwszy plan wybija się, pewnego rodzaju hybryda megafonu i dzwonu z widocznymi barwami Watykanu i herbem papieskim. Nad tym megafono-dzwonem można dostrzec twarz – mówiącego człowieka. Zaś pod nim widzimy morze ludzi, którzy jak zaczarowani słuchają wypowiadanych poprzez osobliwą hybrydę komunikatów. Cała ta scena jak i tytuł to oczywiście metaforyczne przedstawienie kościoła katolickiego i jego wiernych. Otępiałe masy takich samych ludzi, to wierni kościoła, którzy bezkrytycznie słuchają tego co duchowni mają im do powiedzenia. Za dzwonem pomieszanym z megafonem stoi jakiś człowiek. Jego osobę można różnie interpretować, jako papieża, a może ogólnie jako instytucje kościoła. Tytuł po polsku można rozumieć jako dzwon głupców, ale nie ma jednej poprawnej interpretacji. Wydźwięk tego dzieła to świetny komentarz na temat wpływu kościoła na Polaków, ale i także na cały świat. Blu jest Włochem, więc doskonale rozumie jaki Watykan może mieć wpływ na ludzi. Poza oryginalnym autorem dzieła i jego kontrowersyjnym przekazem, sam proces jego tworzenia też zasługuje na krótki opis. Włoski artysta w odróżnieniu od wielu twórców street art pracuje sam. Jego jedynym pomocnikiem jest oczywiście podnośnik, który pozwala mu dostać się do wyższych partii elewacji. Nie tylko samotność przy pracy jest tutaj niezwykła, Blu nie używa projektora ani żadnej innej kalki. Wszystko maluje z głowy i to dosłownie! Świadek całej 5 dniowej pracy przy muralu, pan Artur Wabik opowiada, że artysta ani na moment nie wyjął swojego projektu, aby porównać oryginalny rysunek z tym na ścianie. Dopiero po zakończeniu prac, Blu wyjął malutki, złożony kilkanaście razy papierek, na którym widać było oryginalny projekt. Nawet farby użyte do powstania „Ding Dong Dumb” to osobna, niesamowita historia! Mało który twórca murali posługuje się rozwodnionymi farbami akrylowymi. Jednak Blu właśnie takimi najchętniej maluje, co więcej przy pracach nad krakowskim muralem do rozcieńczenia farb, używał wody z Wisły. Taka wodnista konsystencja farby, sprawia, że na murze powstają zacieki. Jednak artysta uznaje te, dla kogoś może niedociągnięcia, za integralną część dzieła. Jedyną wadą tego typu farb, jest niestety ich słaba trwałość.

Mural mimo, że stracił swój dawny kolor, prawie w całości nadal prezentuje się świetnie. Rys czasu na jego powierzchni wręcz dodaje mu urody. 

porównanie jak zmienił się mural od 2011 roku (zdjęcie u góry, autorstwa Karoliny Jarmołowskiej z portalu podgorze.pl) do 2022 (zdjęcie u dołu)

Zakończenie prac i odsłonięcie gotowego muralu włoskiego twórcy, to ostatni element tej niezwykłej historii. Blu ostatnie ruchy pędzla wykonał wieczorem, z tego powodu oficjalna prezentacja muralu miała się odbyć następnego dnia. Jednak gdy przy ukończonym dziele pojawiła się kuratorka festiwalu, dziennikarze oraz ludzie związani z podgórzem, byli w szoku. Na dolnej części ściany, ktoś przez noc nasprejował napis „Never follow”. Przerażeni oficjele, nie wiedzieli co z tym fantem zrobić. Zamalować? A może zostawić? Jednak gdy pojawił się sam autor, był zachwycony takim dodatkiem do jego koncepcji i kazał zostawić napis.

I tak kończy się, a pewnym sensie zaczyna, historia kultowego już dziś muralu „Ding Dong Dumb”. Od tego czasu na krakowskich murach przybyła masa street artowych dzieł, jednak żaden z nich nie jest dla mnie tak oryginalny i niezwykle fascynujący.  

P.S. Dziś „Ding Dong Dumb” zaczyna się pokrywać napisami, niestety nie takimi, które Blu uznałby za integralną część jego dzieła.

Artykuł powstał dzięki uprzejmości redakcji portalu podgorze.pl oraz w oparciu o materiały źródłowe – zdjęcia i wiedza własna oraz filmik na temat muralu, który linkuje poniżej.