My to, my to , my to PATOINTELIGENCJA!

Zaraz po nowym roku, 17 stycznia 2k21 na sklepowych półkach pojawi się krążek młodego polskiego rapera MATY, syna Pana profesora Marcina Matczaka wykładowcy Uniwersytetu Warszawskiego. Płyta ta nosić będzie nazwę 100 dni do matury, a jej zapowiedzią jest utwór nad którym się skupimy w tym artykule, a mianowicie: PATOINTELIGENCJA.

My to, my to, PATOINTELIGENCJA! Krzyczy w swoim utworze młody raper wraz ze swoimi kolegami. O co im tak naprawdę chodzi? Co znaczy ta patointeligencja?
Zacznijmy może od tego, że cała płyta „100 dni do matury” to płyta, która została napisana w ciągu stu dni. Była pisana od studniówki do ostatnich chwil przed samą maturą autora, a mianowicie Maty. Płyta ta jest upamiętnieniem historii i emocji które towarzyszyły jemu i jego kolegom podczas beztroskich lat edukacji. Sam tekst utworu „Patointeligencja” już wiele zdradza o płycie, jak i o samym autorze. Pokazuje jakie życie prowadził w czasie edukacji autor i jego koledzy. Choć mówi się, że większość, a przynajmniej część wersów to tylko tylko fikcja liryczna autora to na pewno warto skupić się nad poszczególnymi wersami i postarać się je zrozumieć, bo cały tekst jest jakimś tam krzykiem młodzieży i pokazuje nam dobrze ten świat – właściwie trochę wpuszcza nas do niego, byśmy mogli poczuć go od środka.

Patointeligencja to tak naprawdę neologizm wymyślony najprawdopodobniej przez samego autora lub kogoś z jego otoczenia. Słowo to, jest połączeniem dwóch innych słów: patologia (lecz nie chodzi o nam tu o dział medycyny) lecz o patologię społeczną, słowo oznaczające wszelkie dysfunkcje społeczeństwa. Drugim członem słowa patointeligencja jest inteligencja – zdolność rozumienia, uczenia się oraz wykorzystywania posiadanej wiedzy i umiejętności w różnych sytuacjach. No właśnie i jak takie dwa słowa można w ogóle połączyć? Patologia kojarzy nam się z tą najbiedniejszą, zazwyczaj nietrzeźwą i dokonującą się niepochlebnych czynności częścią społeczeństwa. Inteligencja odwrotnie kojarzy się nam z ludźmi z tych dobrych domów, dobrze urodzonymi, bogatymi, zadbanymi i grzecznymi. A czy na pewno tak musi być? Mata udowadnia nam w swoim utworze, że wcale tak być nie musi, że „dzieciaki z dobrych domów” czy jak czasami są określani „bananowcy” też potrafią robić patologiczne rzeczy.

Mata w swoim utworze pokazuje nam że patologia nie jest wynikiem biedy czy złego urodzenia. Pokazuje nam bardzo dokładnie, że temat narkotyków i alkoholu to również temat dotykający młodzieży z dobrych domów, czasami może nawet na większą skalę niż w przypadku tych biednych, bo tych bogatszych na to najzwyczajniej stać. Mata pokazuje nam na swoim i swoich kolegów przykładzie jak wygląda życie młodzieży z tych dobrych domów i pokazuje że wcale nie jest tak różowo i grzecznie jakby się mogło wydać.

Mata to już w tej chwili absolwent jednej z najwybitniejszych szkół w Warszawie, a mianowicie II-go Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Stefana Batorego.
Syn Marcina Matczaka, polskiego radcy prawnego, doktora habilitowanego nauk prawnych, specjalisty w zakresie teorii prawa, profesora nadzwyczajnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz Arletty Śliwińska-Matczak – współprowadzącej szkołę języka angielskiego. Czyli jednym słowem w slangu młodzieżowym Banan – zresztą sam o sobie tak mówi. Napisał utwór, który miał przedstawiać jego i jego kolegów ze szkoły życie z czasów edukacji. Mówi się, że tekst ten jest tylko fikcją literacką i że zdarzenia opisane w tekście utworu nigdy się nie wydarzyły (między innymi dyrekcja szkoły wypowiada się, że jest to stawianie ich szkoły w złym świetle i że na pewno w ich szkole nie ma tego typu patologii) aczkolwiek nawet jeśli to tylko wymysł to nie znaczy, że nie mogły by się wydarzyć w tego typu szkole czy z udziałem takich samych chłopców z dobrych domów.

Chciałbym przeanalizować tu tekst utworu, by wyjaśnić niektóre pojęcia aby łatwiej było zrozumieć tekst osobom, które nie do końca rozumieją hiphopowy slang.

„Mój ziomo w 1 LO zjarał Amsterdam pierwszego września po to, by nauczycielka myślała, że tak już ten ma z natury
No i do matury mówił jej, że to alergia
Mój ziomo miał piersiówę, którą uzupełniał
W termosie trzymał wódę i ściemniał profesorom, że to herba”

Ziomo to w slangu określenie kolegi, natomiast stwierdzenie że zjarał Amsterdam ma mówić o tym że palił marihuanę, która wywołuje efekt spuchniętych, przymkniętych oczu co kolega tłumaczył swoją alergią. W dalszej części gdy mówi o koledze który przynosił do szkoły wódkę w termosie tłumaczy, że kolega kłamał nauczycielom, że to herbata.

„Dom, szkoła w złotówie, dom, szkoła w Uberkach
Mój ziomo z mym ziomem za pieniądze starych na białych tych szkołach pykali w pokerka

Mój ziomo coś wygrał
Mój ziomo coś przegrał
Mój ziomo z mym ziomem walili wiaderka

Na piętnastkach no i dwudziestkach
I wiosna za budą, a zimą, gdy zimno na dworze, to kitrali się po łazienkach”

Autor w tej części tekstu używa określenia złotówa – to określenie na taksówkarza, opowiada o swoim luksusowym stylu podróżowania po Warszawie, taksówkami i uberem. Oraz o tym jak koledzy na feriach organizowanych przez szkołę grali w pokera. Stwierdzenie, że walili wiaderka to znowu nawiązanie do palenia marihuany w pewien specyficzny sposób, a piętnastki i dwudziestki to przerwy piętnasto i dwudziesto minutowe, które spędzali za szkołą, a jak było zimno to chowali się w szkolnych łazienkach.

„Mój ziomo miał Supreme, mój ziomo miał Bape’a Mój ziomo na uro dostał te kluczyki od Merca, na czarno Ukry sprzątały mu penthouse Mój ziomo chciał wypłatę starego przećpać Nie pykło, bo była tak wielka Że dużo prędzej by tu kopnął w kalendarz”

W tej części tekstu widać, że koledzy autora też pochodzą z bogatych rodzin, supreme czy bape to ekskluzywne i wyjątkowo drogie młodzieżowe marki odzieżowe, kluczyki od merca to oczywiście kluczyki od Mercedesa, a Ukry na czarno sprzątające penthause to Ukrainki, które w czarnych stronach sprzątały jego dom. Na koniec tego fragmentu mówi o tym, że tata jego kolegi tak dużo zarabiał, że ten mimo swoich chęci nie dał rady wydać jego wypłaty na narkotyki, bo szybciej by umarł niż dał radę je zażyć.

„Mój ziom się powiesił w Sylwestra A ciągle pamiętam, jak kradliśmy te flaszki z Carrefa I jak je piliśmy na hejnał o 8:20 I tak najebani na przerwach, bez przerwy I tak najebani na przerwach, bez przerwy I tak najebani na lekcjach, my to patointeligencja”

W tej części tekstu Mata wspomina swojego kolegę, który popełnił samobójstwo w sylwestra, a z którym wcześniej kradł wódkę z sklepu sieci Carrefour i pili je opróżniając butelki na raz przed samymi lekcjami.

„Mój ziomo walił herę słuchając Kazika Centralny, menele, rodzice i szpital Ojciec był maklerem, a mama lawyerem I grube portfele, co chudły wraz z nim na odwykach Mój ziomo znajomej podawał kutasa W kiblu dla inwalidów w Złotych Tarasach Mój ziomo w prywatnym gimnazjum koleżance z ławki spłodził dzieciaka A rok wcześniej na przyrce cała nasza klasa Śmiała się z pipki, jajowodów, plemników, pochwy i siusiaka”

Drugą już zwrotkę rozpoczyna fragment o koledze który zażywał heroinę słuchając muzyki Kazika Staszewskiego spędzając czas z bezdomnymi na dworcu centralnym w Warszawie po czym lądował w szpitalu i na odwykach, na które jego bogaci rodzice ojciec makler i matka prawniczka wydawali swoje pieniądze. Dalej mówi o innym koledze, który w znanym Warszawskim centrum handlowym Złote Tarasy wraz ze swoją koleżanka w toalecie dla inwalidów mieli zbliżenie seksualne. Inny kolega natomiast miał dziecko z koleżanką z ławki, a wszystko to jest podsumowane, że jeszcze rok wcześniej na lekcji przyrody śmieszyły ich tematy o układzie rozrodczym człowieka.


„Mój ziomo walił te dopy Mój ziomo nie umiał się uczyć bez koki Skończył, jak miał tu trzynaście tych wiosen I kurwa nie powiem, czy życie, czy nosy Mój ziomo podpierdalał Xany od mamy z szafki z lekami Nie dali mu stypendium, no bo go złapali, jak latał naćpany po jednym z offowych festiwali”

W tym fragmecie tekstu natomiast autor opowiada o koledze, który zażywał dopalacze, o innym, który nie umiał się uczyć, kiedy nie był pod wpływem kokainy, po czym umarł mając zaledwie 13 lat, używa tu też określenia nosy – które ma mówić o narkotykach zażywanych przez wciągnięcie nosem. Następnie opowiada o koledze który kradł mamie lekarstwa z grupy Xanax’ów, których substancją czynną jest Alprazolam, silny związek chemiczny o działaniu narkotycznym i o tym, że nie dostał stypendium po tym jak złapano go pod wpływem narkotyków po Off festiwalu.

„Mój ziomo miał zawsze ten czerwony pasek I zawsze miał czerwone gały Mój ziomo z mym ziomem koleżankę z klasy na wyjeździe szkolnym w dwa baty jebali”

W tej części znowu mamy nawiązanie do czerwonych oczu po zażyciu marihuany i o tym, że kolega miał czerwony pasek na świadectwie, natomiast dalej opisany jest seks grupowy dwóch kolegów i koleżanki z klasy na jednym ze szkolnych wyjazdów.

„Mój ziom na odwagę pierdolnął trzy piwka w pubie, w Londynie przed interview na Kingsa Mój ziomo się dostał na Oxford A całe liceum raz pigwa, raz wiśnia, raz czysta Mój ziomo w Toyocie Corolli woził tu te parę baseballi i kryształ I kazał mi zmienić w tym tekście markę swego auta Żeby przed starymi tu nie było przypsa”

Opowiada też o koledze który przed rozmową wstępną na jedną z najbardziej znanych uczelni na świecie (King’s College London) wypił na odwagę 3 piwa i o innym który dostał się na inną bardzo znana uczelnie Uniwersytet Oxfordzki mimo, że w liceum ciągle pił wódkę pigwową, wiśniowa i czystą. A dalej wspomniany jest kolega który w swoim samochodzie woził kij do baseballa i narkotyk nazywany potocznie kryształ, ale nie chciał by mata mówił jakim jeździł autem w tym utworze by jego rodzice nie dowiedzieli się o kogo chodzi.

„Mój ziomo bandyta, mój ziomo zoofil, mój ziomo artysta Mój ziomo pedofil, mój ziomo nekrofil, mój ziom intelektualista My to patointeligencja”

Na koniec tej zwrotki mata wymienia różne patologie seksualne swoich kolegów.

Trzeca zwrotka natomiast zaczyna się w sposób następujący:

„My to patointeligencja Katolickie przedszkola, strzeżone osiedla Kurator, angielski i gegra Kurator, dilerka dla sportu, nie po to, by przetrwać Szkoła, korty, dodatkowe zajęcia Korki, butelki i elki na zdjęciach Harnaś, perełka w plenerkach Rzucamy chujami i nie jemy mięsa Dobrze wychowani, wciągana jest kreska w bawełnianych sweterkach My to patointeligencja”

Mata opowiada w tej części utworu o miejscu gdzie mieszka on i jego koledzy. Są to zamknięte, monitorowane, strzeżone osiedla. A dilerzy, czyli osoby zajmujące się sprzedawaniem narkotyków w tych miejscach nie robią tego dla pieniędzy, jak jest to na biedniejszych osiedlach tylko dla rozrywki i adrenaliny. Chłopcy stąd uczęszczają do prywatnych i katolickich szkół czy przedszkoli oraz korzystają z dodatkowych zajęć pozalekcyjnych. Ale również piją różne piwa będąc poza domem i robią sobie zdjęcia pokazując symbol litery L co ma symbolizować, ich przynależność do grona kibiców Legii Warszawa. Jeden z wersów mówi, że nie jemy mięsa. Chodzi tu najprawdopodobniej o „poprawny” wegetarianizm i „niepoprawne” rzucanie mięsa czyli przeklinanie. Na końcu tego fragmentu mówi o zażywaniu narkotyków wciągając je przez nos w „grzecznych” sweterkach, które są obowiązkowym mundurkiem szkoły do której uczęszczał pisząc ten tekst.

„My to patointeligencja W wakacje pod palmą albo na językowych campach Open’er w Sopocie i emka w apartamentach przy nakryciu co święta Łosoś, jazzowa kolęda Srebrna choinka, podłoga w prezentach Zacząłem tu robić te rapy, bo miałem już, kurwa, tak dość tego ciepła i piękna”

Końcówka trzeciej zwrotki ma przekazać nam, że Mata nie jest zadowolony ze swojego życia i że jest właśnie tym tzw. BANANEM i że dość ma wakacji spędzanych w ciepłych krajach czy na wyjazdach językowych organizowanych przez szkołę i dość ma brania emki czyli jednego z narkotyków w ekskluzywnych apartamentach na wyjeździe na wczasy.

Cały utwór kończy się jeszcze puentującym outro:

„Zacząłem tu robić te rapy, bo miałem już dość tego piękna i ciepła A nigdy nie chciałem być biały i zawsze tu chciałem być gangsta I zawsze tu chciałem być z bloków i zawsze tu chciałem być z getta I pierdolę mamę i tatę za te rododendrony, jacuzzi, trzy piętra”

Mata tym outro chce pokazać, że chciałby być jak amerykańscy raperzy, którzy prowadzą życie oparte na łamaniu prawa, zazwyczaj mieszkają w blachach lub na gettach, nie mają dużej ilości pieniędzy ale tworzą dobrą muzykę i takim muzykiem chce być mata mówiąc o tym, że ma dość swojego „grzecznego życia”.

Utwór ten jest swego rodzaju krzykiem młodzieży i mimo, że tym razem krzykiem tej młodzieży z dobrych domów, to tak naprawdę niczym nie różniącym się krzykiem od krzyku patologicznej młodzieży z bloków. Utwór ten stał się już jakby hymnem i uzupełnił prawdopodobnie lukę w polskim rapie co widać po zainteresowaniu jakie powstało wokół tego utworu i całej płyty.