„Mury” Jacka Kaczmarskiego, czyli piosenka z przekazem

Współcześnie muzyka jest niezwykle bogata i różnorodna. W radio możemy usłyszeć zarówno piosenki wesołe, które mają wywołać uśmiech na naszej twarzy, jak i te bardziej smutne, nostalgiczne i wzruszające – to tak zwane „wyciskacze łez”. To piękne, że muzyka pozwala nam dokonywać wyboru oraz nie ogranicza nas. Każdy z nas może znaleźć coś dla siebie. Wielu ludzi na proste pytanie: jakiej słuchasz muzyki? odpowiada: wszystkiego po trochu.

Nie inaczej jest w moim przypadku. Słucham bardzo wielu gatunków muzycznych: popu, rocka, soulu, ale też polskich piosenek. Wszystko zależy od nastroju i tego co spotyka mnie danego dnia. Muzyka pozwala mi zrelaksować się uciec w swój własny świat. Dzięki niej zapominam o wszystkich swoich problemach. Muszę jednak przyznać, że poza muzyką popularną zdarza mi się słuchać także muzyki mniej popularnej (między innymi poezji śpiewanej – piosenek Marka Grechuty czy Jacka Kaczmarskiego). Warto docenić ich geniusz. W ich utworach było coś więcej niż tylko brzmienie i nieprzemyślany tekst. Za każdym razem, gdy analizuję ich utwory widzę jak mądrze opisywali rzeczywistość, dostrzegali to co dzieje się w społeczeństwie i starali się solidaryzować ze swoimi słuchaczami. Ze smutkiem zauważam, że tego typu utwory są zapomniane. Wciąż istnieją ludzie, którzy uważają je za bezwartościowe, nudne. Nie dostrzegają w nich żadnej głębi. Trzeba tymczasem podkreślić, że interpretacja tych piosenek wymaga dojrzałości i umiejętności poszukiwania drugiego dna. Grechuta i Kaczmarski byli mistrzami metafory i zabawy słowem. Najbardziej cenię ich kreatywność, autentyczność i szczerość w przekazywaniu emocji.

Pomimo że doceniam twórczość obu artystów chciałabym opisać piosenkę Jacka Kaczmarskiego pt. „Mury”. Jacek Kaczmarski już jako student polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego budował swój wizerunek. Kreował się na swój wizerunek buntowniczego barda z gitarą. Zdominował konkursy piosenek i szybko zyskał możliwość występowania w studenckich klubach i teatrach. Serca publiczności zdobywał swoim ochrypłym głosem i żywiołową grą na gitarze. Tworzył teksty i melodie inspirowane twórczością rosyjskich pieśniarzy Wysockiego i Okudżawy. Jego ulubioną formą była parafraza. Najczęściej parafrazował teksty kultury. Pochodziły one z różnych obszarów takich jak: historia, malarstwo, proza czy poezja. Wielu utworom nadal nowe życie. Właśnie do takich utworów należały wspomniane „Mury”. Piosenka była śpiewana podczas strajków w stoczni, zyskała ogromną popularność.

Czas pochylić się nad genezą utworu. Słowa napisał Jacek Kaczmarski w 1978 roku. Jak relacjonuje Filip Łobodziński natchnienie spłynęło na autora podczas wieczornego spotkania z przyjaciółmi. Bardzo spodobała mu wówczas piosenka pt. „L’estaca” – co z hiszpańskiego oznacza pal. Właśnie wtedy postanowił do tych słów dopisać melodię. Jego wersja bardzo szybko się przyjęła i zaczęła rozbrzmiewać w środowisku opozycji. Niedługo później utwór zaczął żyć własnym życiem. Śpiewano ją w okresie stanu wojennego. Nielegalna radiostacja Radio Solidarność rozpoczynała swe audycje fragmentem „Murów”. Więzieni związkowcy zmienili jej zakończenie, aby brzmiało mniej pesymistyczne. Gorzka, paradoksalna wymowa ostatniej zwrotki bywała powszechnie pomijana przez odbiorców („A mury rosły, łańcuch kołysał się u nóg”). Zastąpiono to słowami: „A mury runą, runą, runą/ I pogrzebią stary świat”.

W tym miejscu można zauważyć pewną analogię. Piosenka pt. „L’estaca” zyskała niezwykłą popularność w Katalonii, była śpiewana na koncertach i manifestacjach jako protest przeciwko dyktaturze Franco. W Polsce wersja Kaczmarskiego towarzyszyła społeczeństwu w równie trudnym czasie – w latach 70. XX wieku. Dodawała ona otuchy społeczeństwu, dawała siłę do walki. Kiedy powstała „Solidarność” utwór „Mury” stał się jej hymnem. Był to swoisty symbol walki z reżimem. W utworze kontrastują, że sobą energetyczna muzyka i pesymistyczne przesłanie.

Moim zdaniem w przypadku tego utworu jest ważny jego społeczny odbiór. Jest to szczególnie istotne między innymi dlatego, że przez wielu ludzi nie zrozumiało utworu. Jak zaznaczył w jednym z radiowych wywiadów, jeden z wykonawców piosenki – Przemysław Gintrowski – „ludzie tak naprawdę nie chcieli zrozumieć przesłania tego utworu, wyciągnęli z tego to, co im było w danym momencie potrzebne”.
Jednocześnie podkreślił, że trudno dziwić się słuchaczowi, ponieważ słowa autorstwa Jacka Kaczmarskiego z połączeniu z niezwykle wzniosłą melodią mają w sobie moc, która udziela się słuchaczowi. Poza tym, błędna interpretacja słów przez opisany w piosence tłum wcale nie unieważnia potrzeby burzenia murów, bo wolność zawsze jest wartością, o którą należy walczyć bez względu na okoliczności. Sam Jacek Kaczmarski podkreślał, że odbiór utworu zależy od słuchacza, który w danym momencie go słucha. Jego zdaniem można wysnuć co najmniej 3 różne interpretacje:


• Dla ludzi internowanych, którzy śpiewali „Mury” ku pokrzepieniu serc miała wymiar pozytywny, dawała im nadzieję
• Sam autor mówił o tym, że „Mury” to piosenka, która go prześladuje, odkąd powstała,
• Ludzie młodzi natomiast postrzegają ją pesymistycznie i widzą w niej sceptycyzm co do wszelkich ruchów masowych.

Chciałabym zauważyć, że Jacek Kaczmarski był artystą. Dziś po 16 latach od śmierci ma szansę być odczytany nie tylko jako osoba powszechnie znana, ale także jako ktoś autentyczny. W mojej opinii to właśnie ten aspekt jest najważniejszy. Każdy artysta chciałby po śmierci być zapamiętany jako ten, który jest sobą, nikogo nie udaje, podąża własną drogą. W mojej opinii na szczególną uwagę zasługują teksty, które pisał znany polski bard. Urzeka mnie to, że jego teksty zaskakują swoją aktualnością, trafnością spostrzeżeń, a także genialnym łączeniem wątków z różnych dziedzin kultury. To bardzo rzadka umiejętność, której na próżno szukać we współczesnej muzyce. Dziś bardziej niż autentyczność, szczerość przekazu i umiejętność wczucia się w to co czują inni liczą się popularność, zysk i sława. Uważam, że wraz z dniem 10 kwietnia 2004 roku polska muzyka straciła bardzo wiele.

Wraz ze śmiercią wybitnego poety i muzyka zmianie uległy fundamenty, na których zbudowana jest muzyka. Mam wrażenie, że od tego czasu poezja śpiewana stała się czymś niszowym, obciachowym, czym nie należy zaprzątać sobie głowy i trwonić cennego czasu. Dziś koncerty poezji śpiewanej są dużo mniej uczęszczane niż te, na których gra się muzykę popularną. W mojej głowie nieustannie zadaje sobie pytanie – dlaczego?
Entuzjastów poezji śpiewanej cieszy to, że takie utwory zazwyczaj podejmują ważne i głębokie tematy. Dobrym przykładem wartościowego utworu poezji śpiewanej jest utwór Marka Grechuty pt. „Dni, których nie znamy”. W piosence poeta porusza temat przemijania. Przekonuje, że nie warto oglądać się za siebie i rozpamiętywać przeszłość. Należy korzystać z życia i cieszyć się tym co przynosi nam los.

Podsumowując Jacek Kaczmarski dla Polaków pamiętających lata osiemdziesiąte nigdy nie będzie obojętny. Za to dla nowych pokoleń jego utwory mogą stać się ostrzeżeniem, ale także inspiracją. Tego rodzaju muzyka sprawia, że człowiek zatrzymuje się na chwilę, myśli o tym, czy jego życie biegnie we właściwym kierunku? czy dobrze ocenia ludzi żyjących wokół? Miejmy nadzieję, że dzięki utworom barda młode pokolenie wyciągnie lekcję, sformułuje właściwe wnioski i zainspiruje się tym jak kiedyś tworzono muzykę. Tym samym zrozumie, że podobnie jak w życiu w muzyce najważniejsze są takie wartości jak: szczerość, autentyczność, empatia, zrozumienie dla drugiego człowieka i wrażliwość. Najważniejsze jest to, żeby pamiętać o Jacku Kaczmarskim nie tylko jako o zdolnym, kreatywnym artyście, ale przede wszystkim o autentycznym, szczerym i wrażliwym człowieku.

Wersja oryginalna :