Here’s to you, Nicola and Bart

Osoby (w kolejności pojawiania się na scenie):

Fryderyk Parmenter – płatnik zakładów Slater Morill w South Braintree, Amerykanin;
Alessandro Berardelli – strażnik w zakładach Slater Morillo, imigrant włoski;
Ferdinando Sacco – szewc, anarchista, imigrant włoski;
Bartolomeo Vanzetti – sprzedawca ryb, imigrant włoski;
Celestino Medeiros – morderca, imigrant włoski;
Giuliano Montaldo – reżyser, Włoch;
Joan Baez – pieśniarka, kompozytorka, autorka tekstów, Amerykanka;
Ennio Morricone – kompozytor i dyrygent, Włoch;
Hideo Kojima – producent i reżyser gier komputerowych, Japończyk;

Historia tej piosenki rozpoczęła się w czwartek, 15 kwietnia 1920 roku, około godziny 15.05. Wtedy to z budynku zakładów obuwniczych Slatera i Morilla przy ulicy Perłowej wyszło dwóch mężczyzn: Fryderyk Parmenter był płatnikiem odpowiedzialnym za wypłatę dla robotników, Alessandro Berardelli – na co dzień stróż w fabryce – stanowił ochronę swojego partnera. To Alessandro niósł w stalowej walizce niebagatelną kwotę 15 776 dolarów i 51 centów starannie ułożoną w kopertach. Zdążyli przejść zaledwie 200 metrów, gdy padły strzały – Parmenter ugodzony został dwoma kulami, ochroniarz – czterema. Bernardelii zmarł na miejscu, księgowy skonał kilkanaście godzin później w szpitalu. Sprawcy morderstwa uciekli wraz z łupem, a wszystko to działo się niespełna 18 kilometrów od centrum Bostonu w miejscu zwanym South Braintree.

Zatrzymanych w tej sprawie określić można wyświechtanym zwrotem „znani policji”. Ferdinando Sacco (używający imienia Nicola) miał 29 lat i zajmował się szewstwem, 32-letni Bartolomeo Vanzetti był handlarzem ryb. Łączyła ich nie tylko przyjaźń, ale i rok przybycia do Stanów Zjednoczonych (1908) oraz działalność w ruchu anarchistycznym i wspólne, bardzo wyraziste poglądy. Miłośnicy doktryn politycznych dobrze wiedzą, że anarchizm niejedno ma oblicze, jednak cokolwiek byśmy na ten temat nie powiedzieli, trzeba wyraźnie stwierdzić, iż wszelkie zło anarchiści widzą w istnieniu państwa. Państwo (za sprawą aparatu ucisku) jest bowiem zgodnie z ich przekonaniami źródłem zła, tłumi wolność człowieka, prowadzi wojny, niszczy indywidualizm. Ruch anarchistyczny ma na swoim koncie epizody niemal komiczne, jak przypadek z życiorysu jednego z głównych ideologów – Errico Malatesty. Dowodząc w 1877 roku oddziałem anarchistów Malatesta zajął bez walki włoską wioskę Letino. Powstańcy wprowadzili doktrynę likwidacji państwa w życie: spalono wszelkie urzędowe dokumenty, pieniądze rozdano wszystkim obywatelom, ziemię wywłaszczono. Enklawa anarchizmu przetrwała aż rok, głównie dlatego, że zaatakowane państwo nie zorientowało się, iż zostało zaatakowane. Po roku wysłano do Letino wojsko, powstańców aresztowano i osadzono w więzieniach.

Anarchizm w USA kojarzył się jednak mniej operetkowo. We wrześniu 1901 roku anarchista polskiego pochodzenia – Leon Czolgosz zastrzelił w Buffalo prezydenta Stanów Zjednoczonych – Williama McKinleya. Inspirację dla Czolgosza stanowiło zabójstwo dokonane rok wcześniej, gdy z ręki kolejnego anarchisty zginął król Włoch – Humbert I. Przełom XIX i XX wieku był zresztą prawdziwym festiwalem skrajnego odłamu ruchu anarchistycznego, odłamu uważającego terror, zamachy i krew za jedyny sposób wprowadzenia w życie powszechnego szczęścia. Później pojawiło się widmo komunizmu, z którym różne państwa w różny sposób usiłowały sobie poradzić. Jedne szły na ustępstwa wobec coraz lepiej organizujących się robotników, inne – do marchewki potrafiły dodać sporej wielkości kij. Stany Zjednoczone lat 20. XX wieku stawiały raczej na kij. Lewicowe związki zawodowe, propaganda socjalistyczna, mity komunizmu czy anarchizmu nie mogły liczyć na pobłażliwość państwa. Na porządku dziennym były zatrzymania podczas wieców i właśnie z powodu zorganizowania takiego wiecu funkcjonariusze aresztowali Sacco i Vanzettiego. Wiec – dodajmy – był wyrazem sprzeciwu przeciwko policji oskarżanej o brutalność wobec jednego z anarchistycznych działaczy. Niebawem Sacco i Vanzettiego oskarżono o rabunek oraz podwójne morderstwo dokonane w South Braintree.

Sądowy proces pełen był emocji i sprzeczności. Jedni świadkowie widzieli oskarżonych na miejscu zbrodni, inni potwierdzali ich obecność w jakiejś innej, odległej lokalizacji. Oskarżenie atakowało z pozycji politycznych zarzucając Sacco i Vanzettiemu, że aby uniknąć poboru w czasie wojny światowej wyjechali do Meksyku. „Nie wierzę w wojnę” – odpowiedział na takie oskarżenia Sacco kierując się anarchistyczną logiką. Najważniejszymi dowodami stały się pistolety znalezione przy oskarżonych: jeden, z którego padły śmiertelne strzały oraz drugi, będący służbową bronią zabitego ochroniarza. Podsądni, kierując się chęcią ochronienia jakichś „innych osób” odmówili podania źródła pochodzenia pistoletów. Przez cały czas twierdzili, że są niewinni, podkreślali polityczny charakter zarzutów i dyskryminacyjne podejście sądu, który – ich zdaniem – był uprzedzony do imigrantów i ludzi biednych. Rozpoczęty w maju 1921 roku proces zakończono w półtorej miesiąca wyrokiem skazującym. Stuprocentowej odpowiedzi na pytanie: winni czy niewinni, nie znaleziono do dziś. A szukano długo – badania balistyczne broni przeprowadzano jeszcze w 1983 roku, kiedy Sacco i Vanzetti od dawna już nie żyli. Odpowiedzi szukano także za życia obu Włochów, bo ruch na rzecz ich ułaskawienia przybrał formę masową. Powstał komitet na rzecz ich uwolnienia, który w ciągu siedmiu lat działalności zebrał astronomiczną kwotę 300 tysięcy dolarów. Tłumne demonstracje za ich ułaskawieniem pojawiły się na całym świecie, listy w sprawie wystosowali luminarze tamtych czasów – między innymi: Herbert George Wells, Albert Einstein, George Bernard Shaw. Żyjący już na kredyt Sacco i Vanzetti mogli zza krat jedynie obserwować całe zamieszanie. W 1925 pojawił się niespodziewany świadek: Celestino Medeiros, notoryczny przestępca oczekujący na proces w sprawie o zupełnie inne morderstwo. Medeiros przyznał się do zbrodni w South Braintree twierdząc, że Sacco i Vanzetti nie mają z tą sprawą nic wspólnego. Sąd nie dał wiary przestępcy i 23 sierpnia 1927 dwaj anarchiści ponieśli śmierć na krześle elektrycznym. Jeszcze dwa dni przed egzekucją w Bostonie odbyła się 20-tysięczna manifestacja przeciwko straceniu Włochów. Dziesięć razy większy tłum wziął udział w czuwaniu po śmierci Sacco i Vanzettiego.

Sądowa batalia znalazła swój opis nie tylko w książce „Procesy, które poruszyły świat” Curta Riessa, ale w tysiącach teoretycznych opracowań, wydawnictw popularnych, sztuk teatralnych, licznych filmów dokumentalnych oraz jednej jedynej – choć bez wątpienia wybitnej – fabularnej produkcji z metką kina francusko – włoskiego. Mowa o dwugodzinnym obrazie (reżyseria Giuliano Montaldo), który na ekranach film zagościł w 1971 roku. Jak na włosko – amerykański temat przystało, kwestie muzyki rozwiązano na sposób włosko – amerykański. Za odśpiewanie i napisanie tekstu odpowiedzialna była więc Amerykanka (z meksykańskimi korzeniami) – Joan Baez, muzykę skomponował Włoch – Ennio Morricone. Baez nadawała się do owego zadania świetnie: nie tylko dysponowała przejmującym, idealnym do ballad głosem, ale także – swego czasu – mieszkała w Bostonie. Studowała nawet, choć zaledwie przez 6 tygodni, na tamtejszym uniwersytecie, ale to nie miało najmniejszego znaczenia – ukończyła wszak najważniejszą uczelnię muzyczną tamtych czasów zwaną Woodstock. Mało tego: Joan bardzo silnie kojarzona była z protest songami, ruchem pacyfistycznym i często (choć chyba niesłusznie) z orientacją lewicową. Z całą pewnością była przeciwniczką wojny – jeden z jej mężów odsiedział nawet wyrok za unikanie (jak Sacco i Vanzetti) poboru wojskowego. Gdy Baez pisała słowa do „Here’s to you” miała zaledwie 29 lat, ale wyzwaniu sprostała w sposób tyleż perfekcyjny, co minimalistyczny. Piosenka liczy sobie jedynie cztery wersy:

Here’s to you, Nicola and Bart
Rest forever here in our hearts
The last and final moment is yours
That agony is your triumph

Pierwsza linijka to dedykacja, druga – serdeczne życzenie, trzecia i czwarta stanowią zapożyczenie słów Sacco wypowiedzianych do reportera gazety trzy miesiące przed egzekucją: „Ostatni moment będzie należał do nas – śmierć pozwoli nam zatryumfować”. Wydawać by się mogło, że minimalizmu Baez nie da się już przelicytować, ale to nieprawda. Morricone posunął się jeszcze dalej. Piosenka w ogóle nie ma bowiem refrenu, względnie – jak kto woli – posiada wyłącznie refren. Nie da się tej muzyce uczynić zarzutu rodem z filmu „Amadeusz” mówiącego, że jest w niej za dużo nut. Nut jest wybitnie mało – dokładnie 26 – wynik godny najszlachetniejszych luminarzy gatunku disco – polo. Geniusz Ennio polega jednak na tym, że są to dokładnie te, właściwe, jedyne oraz niepowtarzalne nuty. Muzyka jest monumentalna i delikatna zarazem, nadaje się zarówno do mechanicznej pozytywki, jak i śpiewania w wielotysięcznym tłumie. Ale w 1970 roku nikt jeszcze nie przypuszczał, że „Here’s to you” rzeczywiście śpiewać będą tłumy – dopiero później utwór stał się hymnem ruchów pacyfistycznych często śpiewanym na wiecach. Melodia ma właściwości narkotyczne i potrafi przyczepić się do człowieka w sposób bezlitosny. W filmie Montaldo piosenka stanowi podkreślenie sentencji wyroku skazującego i robi potężne wrażenie. Po części może dlatego, że obraz ogląda się tak, jak gdyby muzyki w ogóle w nim nie było – zwłaszcza w początkowych sekwencjach. Producentom udało się jednak wykroić z filmowej materii 34 minuty dźwięków na potrzeby płyty, którą – rzecz jasna – rzucono na rynek. I w filmie, i na płycie mamy jeszcze drugi utwór spółki autorskiej Baez – Morricone: trzyczęściową „Balladę o Sacco i Vanzettim”.

Kolejni wykonawcy „Here’s to you” – a było ich naprawdę sporo – próbowali jakoś poradzić sobie z dwudziestoma sześcioma powtarzanymi w kółko nutami Morricone jak umieli. Jedni stosowali drugi głos, inni, by uniknąć posądzenia o monotonię, wykonywali cztery wersy Baez w różnych językach. Zabiegu takiego użyła piosenkarka i aktorka z Izraela – Daliah Lavi. Wokalistka Abby – Agnetha Fältskog nagrała wersję wyłącznie po niemiecku, z kolei Niemiec – Franz Josef Degenhardt dopisał sobie trochę własnego tekstu. Sztuczkę z drugim głosem zaprezentowała w San Remo włoska piosenkarka Emma Marrone z towarzyszeniem rockowej grupy Moda. Warte wspomnienia są jeszcze wersje Ioanny Moúschouri z Grecji oraz legendarnej Mireille Mathieu.

Puentę muzycznej historii Sacco i Vanzettiego dopisał Japończyk – Hideo Kojima. Gracze słusznie skojarzą go z istniejącą od prehistorycznych czasów grą komputerową Metal Gear. Produkcja historyczna jest o tyle, iż jej pierwsza odsłona dzieje się w przyszłości czyli w roku 1995. Tytułowy Metal Gear to czołg, który potrafi spacerować po świecie i grozić owemu światu nuklearną zagładą. Za likwidację stalowej bestii odpowiedzialny jest niejaki Snake, który przeżywa wiele przygód w szpiegowsko – dywersyjnej scenerii. Dzieło życia Kojimy, reżysera gry ze stajni Konami, doczekało się – co oczywiste – nowych, pisanych na coraz wydajniejsze procesory odsłon. Od 1998 roku produkcja nosi nazwę Metal Gear Solid, zaś zdumiony eksplorator czwartej wersji skradanki w ramach nagrody za ukończenie gry słyszy „Here’s to you” – tym razem w wykonaniu Lisbeth Scott. Rzecz jasna w nowej, zupełnie innej, refleksyjnej aranżacji Harry’ego Gregsona – Williamsa. I znów muzyka brzmi idealnie, bo zdaje się, że mistrz Morricone odkrył tajemnicę opowiadania o emocjach przy pomocy muzyki. Mistrz to mistrz – wypada więc tylko przypomnieć, że Morricone napisał muzykę do pół tysiąca filmów, a w 2007 roku otrzymał statuetkę honorowego Oscara za całokształt twórczości. Piosenka o Sacco i Vanzettim wraca do nas w piątce Metal Gear Solid, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie zaryzykuje twierdzenia, że to koniec tej muzycznej historii.

Zbigniew Markowski