Chłopaki też płaczą

 

Okazywanie męskich emocji od zawsze budzi wiele kontrowersji. Można by powiedzieć, że są one wręcz tematem tabu. Facet przecież nie powinien płakać, a jeśli już ma jakieś problemy i ewidentnie sobie z nimi nie radzi, to lepiej jeśli po prostu nie będzie się do tego przyznawał. W końcu każdy prawdziwy mężczyzna powinien wybudować dom, posadzić drzewo i oczywiście spłodzić syna. Wszelkie stereotypy łamią muzycy z The Cure, którzy otwarcie sygnalizują o tym powszechnym kulturowym problemie jakim jest męska emocjonalność.

 

Początki

 

Zespół The Cure powstał w 1976 roku w brytyjskim mieście Crawley. Początkowo ich muzyka opierała się na założeniach punk rocka, jednak z czasem ich styl stawał się coraz bardziej indywidualny. Stali się więc jednym z najważniejszych zespołów tworzących tak zwaną „nową falę”. W tamtejszej brytyjskiej społeczności, w czasach twardych i niezależnych mężczyzn grupa młodych muzyków nie zawsze była doceniana. Gdy na występach wybrzmiewał ikoniczny już utwór zespołu pt. „Boys don’t cry” fani nie ukrywali zniesmaczenia. Przecież to właśnie w tym utworze mowa jest o zakazanych męskich emocjach. Obnażanie ich było wtedy czymś nowym i niespotykanym.

The Cure w latach siedemdziesiątych nieustannie bawili się machizmem obecnym w rock and rollu, byli szczęśliwsi niż większość, oferując swoje wrażliwe strony. Oznaczało to, że piosenka rzeczywiście dotarła do podgrupy społeczeństwa, stając się kultowym hitem na niezależnych parkietach narodu. Mimo to singiel nie znalazł się nawet w pierwszej 75. list przebojów. Wszyscy zaangażowani byli rozczarowani, w tym szef wytwórni Fiction, Chris Parry. Parry wyjaśnił w oficjalnej biografii The Cure „Ten Imaginary Years”:

„ „Boys don’t cry” to mój wybór w pierwszej dziesiątce. To się nie udało, ponieważ Polydor [wytwórnia macierzysta Fiction] nas zszywała. „Boys Don’t Cry” był hitem i powinien być hitem. Robert był rozczarowany i miał do tego prawo. To była farsa. ”

 

Autor tekstów i lider zespołu nie czuł skrępowania i bezproblemowo ukazywał swoją prawdziwą, pełną wrażliwości naturę. To właśnie pozwoliło mu na zlekceważenie złego odbioru tych osobistych, pełnych emocji tekstów. Tak właśnie zespół The Cure, z wrażliwym Robertem Smithem na czele zaczął łamać wszelkie konwenanse.

 

Manifest męskiej wrażliwości

 

Wydana 15 czerwca 1979 roku piosenka „Boys don’t cry” to efekt współpracy wszystkich członków z pierwszego składu zespołu. Kompozycja jak i treść słów była stworzona wspólnymi siłami, co już ukazuje męską solidarność i chęć jednoczenia się w odczuwanych emocjach. Utwór opowiada historię mężczyzny, który właśnie rozstał się ze swoją ukochaną. Nie zachowywał się w tym związku najlepiej i bardzo krzywdził kobietę. Wymagał od niej zbyt wiele, a przy tym sam nie okazywał jej wystarczająco ciepła i uwagi. Chciałby przyznać się do błędu i przeprosić kobietę, jednak nie zrobi tego, ponieważ takie zachowanie nie przystoi mężczyźnie. Tekst opisuje go, gdy stara się ukryć własny stan emocjonalny śmiejąc się, ale kryjąc łzy we własnych oczach, bo „chłopaki nie płaczą”. Mniejszym złem dla mężczyzny jest granie twardziela niż przyznanie się do popełnionych przez niego błędów. Utwór idealnie ukazuje jak ogromny wpływ na człowieka mają wpajane przez kulturę zasady oraz to, jak bardzo krzywdzące są stereotypy.

Brytyjski rynek nie przyjął piosenki zbyt dobrze. Utwór nie trafił nawet na wydaną w 1979 roku debiutancką płytę „Three Imaginary Boys”. Dopiero amerykańska wersja krążka zatytułowana właśnie „Boys don’t cry” wydana w USA rok później przyniosła ogromny zysk dla muzyków. Odniosła komercyjny sukces w Australii, Niemczech, Hiszpanii i Francji, przypominając światu, że za pierwszym razem nikt nie zwrócił na nią szczególnej uwagi…

Największym osiągnięciem oraz hołdem dla samego Roberta Smitha było wykorzystanie utworu w noszącym ten sam tytuł filmie. Film w reżyserii Kimberly Peirce jest oparty na autentycznej historii Brandona Teena – młodego transseksualisty, który został zgwałcony i zamordowany, po tym, gdy jego znajomi odkryli, że jest tak naprawdę kobietą. Film Peirce przedstawia tragiczną historię człowieka zagubionego, roztargnionego, poszukującego prawdy o samym sobie. Sam utwór „Boys don’t cry doczekał się więc uznania, na które przecież tak długo czekali muzycy zespołu The Cure.

Trudno się z tym kłócić. „Boys Don’t Cry” to piosenka, która onieśmieliła niejednego chłopca do otwarcia serca i oswojenia się ze swoimi słabościami.

To dodająca otuchy wiadomość zaczerpnięta prosto z życia Smitha: –

„Kiedy dorastałem, presja rówieśników na to, żeby się dostosować, była ogromna. Każdy angielski chłopiec w tym czasie był zachęcany, aby nie okazywać swoich emocji w żadnym stopniu. A ja właśnie nie mogłem się powstrzymać od okazywania emocji, gdy byłem młodszy. Nigdy nie czułem się niezręcznie pokazując swoje emocje. Nie mogłem kontynuować mojej kariery bez pokazania swoich emocji – trzeba być dość nudnym piosenkarzem, żeby takie coś zrobić. Więc postanowiłem zrobić z tego wielką rzecz.”